Dobra gra nie wystarczyła. Honvéd przegrał z Hapoelem

Kiepskie wyniki węgierskich drużyn w europejskich pucharach powodują, że część z nich już w pierwszych rundach trafia na dużo wyżej notowanych rywali. Nic więc dziwnego, że Honvéd Budapeszt mimo całkiem niezłej gry nie miał szans z izraelskim Hapoelem Beer Szewa i przegrał na wyjeździe 1:2. Węgierskim piłkarzom zabrakło przede wszystkim skuteczności, bowiem w przeciwnym wypadku mecz mógł potoczyć się zupełnie inaczej.

To już druga potyczka węgierskiej drużyny z izraelskim rywalem. W pierwszej rundzie kwalifikacji Ligi Europy spotkały się bowiem Vasas Budapeszt i Beitar Jerozolima, co oznaczało dość szybkie pożegnanie się stołecznej drużyny z europejskimi rozgrywkami. W rankingu krajowym UEFA, na podstawie którego dokonywane są rozstawienia drużyn w pucharach, węgierską i izraelską ligę dzieli blisko dziesięć pozycji, stąd oczywiście także Honvéd Budapeszt nie uchodził w eliminacjach Ligi Mistrzów za faworyta w spotkaniu z Hapoelem Beer Szewa.

Mistrz Węgier początkowo radził sobie jednak całkiem nieźle. Było wyraźnie widać, że piłkarze Honvédu będą skupiać się przede wszystkim na grze defensywnej, ale w pierwszych minutach gra była wyrównana. Zawodnicy z Budapesztu próbowali atakować bramkę rywali, lecz wyraźnie szwankowała skuteczność u Davide Lanzafame, czyli włoskiej gwiazdy klubu z dzielnicy Kispest. Warto podkreślić, iż po nieudanych akcjach ofensywnych Honvéd szybko odbudowywał swoje ustawienie i neutralizował zagrożenie ze strony graczy Hapoelu. Niestety piłkarze mistrza Izraela byli często zatrzymywani niezgodnie z przepisami i po rzucie wolnym odgwizdanym po faulu objęli prowadzenie. Bramkę w 35. minucie zdobył Miguel Viktor, który uderzeniem głową trafił do siatki po dośrodkowaniu Maora Meliksona, w latach 2011-2013 występującego w barwach Wisły Kraków.

Obraz gry po zmianie stron nie uległ zmianie, ale to Izraelczycy okazali się bardziej skuteczni. W 52. minucie wynik na 2:0 podwyższył Dan Einbinder, który po dośrodkowaniu w pole karne z pięciu metrów pokonał węgierskiego bramkarza Davida Grofa. Honvéd nie podłamał się jednak stratą drugiej bramki i ruszył do odrabiania strat. Szczęście uśmiechnęło się w końcu do Węgrów w 63. minucie, kiedy uderzeniem głową po doskonałym dośrodkowaniu Zsolta Laczkó bramkę zdobył wspomniany Lanzafame. Włoski napastnik w kolejnych minutach jeszcze parę razy zagrażał Hapoelowi, lecz nie mógł liczyć na szczególne wsparcie Martona Eppela. Król strzelców węgierskiej OTP Bank Ligi przypominał cień piłkarza z mistrzowskiego sezonu, co odbiło się niestety na sile ofensywnej Honvédu.

Mimo porażki piłkarze węgierskiego mistrza nie tracą nadziei na dobry wynik w rewanżu, który da im awans do następnej rundy. Honvédowi brakowało przede wszystkim skuteczności, a mimo zwycięstwa za marny występ kibiców Hapoelu przeprosił jego trener, Barak Bahar. Szkoleniowiec mistrza Węgier, Erik van der Meer dziękował natomiast blisko setce kibiców Honvédu, którzy przyjechali do Beer Szewy wspierać swoich zawodników. Piłkarze również zwracali uwagę na wsparcie najwierniejszych fanów z Kispestu, zwłaszcza, że rewanżowe spotkanie w Budapeszcie odbędzie się jedynie z udziałem kibiców gości.

MM

Fot: honvedfc.hu