Jobbik chciał przeforsować ustawę powołującą IPN na wzór polskiej

W opinii posłów prawicowego Jobbiku przeprowadzona na Węgrzech lustracja budzi wielkie wątpliwości, głównie dlatego, że dostęp do akt jest znacznie bardziej utrudniony. Węgierski poseł Adam Mirkóczki za wzór uważa polskie regulację, gdzie dostęp do akt może uzyskać każdy dziennikarz (mający zaświadczenie redakcji o pisaniu publikacji na dany temat) oraz pracownik naukowy. Dlatego zlecił przetłumaczenie polskiej ustawy powołującej Instytut Pamięci Narodowej.

W oparciu o tłumaczenie powstała ustawa mająca na celu powołanie Nemzeti Emlekezet Intézete (z polskiego tłumaczenia Instytut Pamięci Narodowej). Została ona jednak przez większość odrzucona. Pod koniec listopada w dość ostrych słowach odniósł się do tego, w trakcie posiedzenia Węgierskiego Zgromadzenia Narodowego, poseł Adam Mirkóczki – Proszę się raz pofatygować i pojechać do Polski, do polskiego Instytutu Pamięci Narodowej, na który państwo tak często się powołujecie i proszę zobaczyć jego regulacje prawne! Wiecie co, państwo? Nawet nie musicie tam jechać. Ja już pojechałem. Byłem tam kilka razy i osobiście odwiedziłem Instytut Pamięci Narodowej. Opowiedziano mi jak tam działa lustracja i sam zobaczyłem na własne oczy w jaki sposób rozliczyli się z przeszłością polskiego komunizmu. To jest transformacja ustrojowa. To jest lustracja. Antykomunizm. A to, co państwo robicie jest tego przeciwieństwem.

(…)

Proszę zobaczyć i nawet nie musicie państwo jechać, zleciłem tłumaczenie projektu ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, co mogliście przeczytać w marcu 2017, zgłosiłem ten projekt. Pan poseł Répássy zasiadywał w Komisji sprawiedliwości, kiedy głosowaliście przeciw, choć nie potrafiliście przedstawić ani jednego argumentu przeciw. Ani jednego, jeżeli w ogóle przeczytaliście. Głosowaliście przeciw, może nawet nie czytając. Nie szkodzi, tylko z okazji roku pamięci ’56 przebrani w miliardową scenografię nie udawajcie antykomunizmu i nie kłamcie o sobie, że uczyniliście wszystko w celu rozliczenia zbrodniarzy i uczyniliście wszystko w celu uszanowania ofiar! Ponieważ dokładnie kpicie z nich w żywe oczy takimi niepoważnymi projektami.

(…)

Bo jak działa Instytut Pamięci Narodowej? Porównajcie z Komitetem Pamięci Narodowej, stworzonym przez was! Jeżeli ktoś przyjdzie z dokumentem, na przykład dziennikarz; dziennikarz przychodzi, powiedzmy w Bydgoszczy – gdzie ja byłem – do wojewódzkiego centrum Instytutu Pamięci Narodowej i przynosi dokument i zaświadczenie redakcji, że chce napisać artykuł o X.Y. W nawiasie dodam, że pies z kulawą nogą nie przejmuje się prawami osobistymi zbrodniarzy w Polsce. Kto współpracował z poprzednim systemem, kto czynnie brał udział w zniewoleniu Polski czy na rzecz Trzeciej Rzeszy czy Związku Radzieckiego, tego prawa osobiste są na końcu listy ważności.

(…)

Nie tak, jak u nas. Gergely Gulyás tyle razy już powiedział: zbrodniarze też mają swoje prawa! Nie można tak po prostu upubliczniać! Trzeba zwrócić uwagę na normy europejskie! Oczywiście, trzeba, ale ustalmy priorytety. Więc, jeżeli ktoś pójdzie do któregokolwiek wojewódzkiego centrum Instytutu Pamięci Narodowej i powie, że chce uzyskać dane o X.Y., czy to jest dziennikarz, czy osoba oficjalna czy to polityk, nawet na poziomie samorządowym, czy na poziomie Parlamentu Europejskiego, czy Zgromadzenia Narodowego, pracownik Instytutu powie mu: szanowny panie, 12. rząd, 3. półka, szuflada X.Y. i otrzyma pełny dokument w oryginale.

Łukasz Religa przy pomocy Balazs Szabo