Sieci handlowe zamykają sklepy, bo nie ma komu pracować

Stopa bezrobocia na Węgrzech wynosi według Eurostatu 4,3% (według tej metodologii w Polsce mamy 4,7% bezrobocia), co przekłada się na niedobór pracowników w wielu branżach. Jakiś czas temu pisaliśmy, że brakuje kurierów, portal index.hu informuje natomiast o problemach sieci handlowych, które z powodu niedoboru pracowników muszą zamykać sklepy. Niektóre sieci próbują się ratować dużymi podwyżkami wynagrodzeń.

Według portalu index.hu jedną z głównych przyczyn niedoboru pracowników są cały czas niskie zarobki, stąd też wielu Węgrów woli pracować za granicą, gdzie wynagrodzenia są zdecydowanie wyższe. Innym problemem są nierówności ekonomiczne poszczególnych regionów na Węgrzech. W mniejszych miejscowościach jest mniejsza konsumpcja niż chociażby w Budapeszcie, stąd sklepy na prowincji nie są wstanie uzyskać dochodów, które pozwoliłyby godnie zapłacić pracowników. Od 2016 roku płaca minimalna wynosi 181 tys. forintów, czyli 584,81 euro (wyższa niż w Polsce), która zdaniem przedstawicieli sieci handlowych jest zbyt wysoka, aby uzyskać w mniejszych miejscowościach, w biedniejszych regionach, opłacalność. Największa sieć handlowa na Węgrzech Coop zdecydowała się w mniejszych miejscowościach na ograniczenie godzin otwarcia, aby w ten sposób obniżyć koszty.

Niemiecka sieć Aldi, aby przeciwdziałać brakowi siły roboczej, zdecydowała się w ostatnim czasie znacząco podwyższyć wynagrodzenia. Początkujący pracownik ma zarabiać w tej sieci przynajmniej 272 tys. forintów, czyli 882 euro.(blisko 3,5 tys. zł).

Łukasz Religa / Index.hu