Piłkarska ekspansja Węgrów

Tytuł brzmi wręcz absurdalnie – biorąc pod uwagę katastrofalną formę reprezentacji i odwrót węgierskich piłkarzy nawet z polskiej ligi – ale owa ekspansja jest faktem. Kluby węgierskiej społeczności występują w najwyższych klasach rozgrywkowych Rumunii i Słowacji, rząd Fideszu i chadeków nie szczędzi pieniędzy na rozwój mniejszych zespołów w sąsiednich państwach, a inwestycja przyjaciela Viktora Orbána w chorwacki NK Osijek wzbudza sporo kontrowersji.

Szef węgierskiego rządu jest zapalonym piłkarskim kibicem, a przed objęciem urzędu po raz drugi, czyli w 2010 roku, zdarzało mu się występować w czwartej lidze w barwach klubu FC Felcsút. To właśnie w miejscowości, w której do dzisiaj mieszka Orbán, powstał projekt nazywany przez wielu największą fanaberią lidera Fideszu. Otwarta w kwietniu 2014 roku Pancho Arena może pomieścić około 3,8 tysiąca osób, przy czym Felcsút zamieszkane jest przez 1,6 tysiąca, a jej budowa kosztowała równowartość 56 milionów złotych. Na co dzień mecze na tym obiekcie rozgrywa pierwszoligowa Puskás Akadémia, zaś wokół stadionu znajduje się kompleks boisk przeznaczony właśnie dla adeptów szkółki piłkarskiej.

Drużyna wzbudza przy tym wiele kontrowersji. Wiele osób pyta, kto tak naprawdę utrzyma obiekt, jeśli Fidesz zostanie w końcu odsunięty od władzy, a oligarchowie finansujący zespół z Felcsút nie będą już wygrywać państwowych przetargów. Wątpliwa jest też jakość sportowa akademii. Najbardziej utalentowani piłkarze z Węgier wciąż wolą przechodzić do szkółki stołecznego MTK, ponieważ już kilka lat temu belgijski audyt Puskás Akadémii wskazał, iż jest ona źle zarządzana i oferuje bardzo przeciętne warunki szkolenia. Pierwszoligowa drużyna nie jest przy tym oparta na wychowankach, w podstawowej jedenastce trudno nawet znaleźć jednostki wyszkolone przez klub z Felcsút, a młodzi piłkarze wypożyczani są do zespołu Aqvital FC Csákvár – zajmującego przedostatnie miejsce w dwudziestozespołowej drugiej lidze…

Dla węgierskiej młodzieży

O tym, jak w praktyce wygląda promowanie młodych piłkarzy przez Puskás Akadémię najlepiej świadczą statystyki z rundy jesiennej OTP Bank Ligi. Zestawienie dotyczące ilości minut spędzonych na boisku przez młodzieżowców jasno pokazało, że… klub z Felcsút ma pod tym względem najgorsze statystyki ze wszystkich pierwszoligowych zespołów. Zawodnik poniżej 21. roku życia grał zaledwie przez 26. minut, a był nim Rolland Sallai, który po nieudanej przygodzie we Włoszech został wytransferowany w sierpniu do cypryjskiego APOEL-u Nikozja.

Węgierski rząd liczy jednak najwyraźniej, że lepiej ze szkoleniem zawodników poradzą sobie kluby w państwach ościennych, w miastach zamieszkiwanych przez węgierską społeczność. Z tego powodu na początku stycznia media poinformowały, iż blisko cztery miliony euro na rozwój infrastruktury i młodzieżowej akademii otrzymała słowacka MŠK Rimavská Sobota. W mieście zwanym po węgiersku Rimaszombat blisko 35 proc. populacji stanowią etniczni Węgrzy, stąd rząd Orbána przekazał klubowi fundusze w ramach rozwoju węgierskiego sportu w państwach ościennych.

Wcześniej kwotę prawie sześciu milionów euro otrzymała inna słowacka drużyna, KFC Komárno. Miasto leżące przy słowacko-węgierskiej granicy jest jednym z największych skupisk Węgrów w kraj naszych południowych sąsiadów, stąd prawie 54 proc. jego populacji stanowią właśnie bratankowie. Pieniądze w pierwszej kolejności mają pomóc w remoncie znajdującego się w opłakanym stanie stadionu, dlatego jak na razie pierwszy zespół mimo zastrzyku gotówki broni się przed spadkiem ze słowackiej drugiej ligi.

Fanaberia w Chorwacji

Jednym z beneficjentów pomocy dla klubów w państwach ościennych ma być też chorwacki NK Osijek. Pierwszoligowy zespół już otrzymał 3,3 miliona euro dotacji, która ma być przeznaczona dla rozwój piłkarskiej akademii. Sprawa jest mocno kontrowersyjna, ponieważ o ile Węgrzy stanowią blisko 3,2 proc. całej populacji Chorwacji, o tyle w Osijeku odsetek ten wynosi zaledwie 1 proc.

Zwolennicy rządu Orbána odpowiedzą oczywiście, że tak wygląda prawdziwa dbałość o własny naród, ale powody dla których chorwacki klub może liczyć na wsparcie są bardziej prozaiczne. Właścicielem NK Osijek jest bowiem Lőrinc Mészáros, burmistrz Felcsút i przyjaciel szefa węgierskiego rządu, który pnie się w górę listy najbogatszych Węgrów dzięki państwowym zleceniom przekazywanym jego koncernowi budowlanemu. Mészáros kupił chorwackiego pierwszoligowca przed dwoma laty, a w umowie kupna udziałów w klubie zobowiązał się spłacić długi klubu (Osijekowi groziło nawet bankructwo) oraz wyremontować kompleks sportowy NK, co najprawdopodobniej zakończy się zresztą budową stadionu.

Węgierskie inwestycje w NK Osijek mają pokazywać, iż kraj pod rządami Fideszu stać na międzynarodową ekspansję, a troska o węgierską społeczność nie jest obietnicą bez pokrycia. Tak naprawdę firmy z Węgier inwestując w Osijek (przedsiębiorstwo Mészárosa nie jest jedynym podmiotem wykładającym pieniądze) działają jednak w swoim interesie, ponieważ dzięki funduszom lokowanym w sport mogą uzyskać nawet stuprocentowy wzrost podatków. Sam burmistrz Felcsút nie ukrywa przy tym, że liczy na możliwość zarabiania na sprzedaży zawodników – Chorwacja słynie przecież ze świetnego szkolenia piłkarzy, dlatego tamtejszym klubom w porównaniu do Węgrów jest dużo łatwiej wytransferować swoich sportowców.

Na razie chorwaccy kibice mogą być zadowoleni z efektów przejęcia klubu przez Węgrów. NK Osijek w ubiegłym sezonie zajęło czwarte miejsce w tamtejszej ekstraklasie, dzięki czemu wystąpił w kwalifikacjach do Ligi Europy i o mały włos nie zagrał w jej fazie grupowej, nieszczęśliwie przegrywając z Austrią Wiedeń. Po rundzie jesiennej Osijek zajmuje trzecie miejsce w krajowej lidze, wyprzedzając aktualnego mistrza kraju, czyli ekipę HNK Rijeka, tracąc przy tym dwa punkty do drugiego Hajduka Split i czternaście do liderującego Dinama Zagrzeb.

Pierwszoligowi Węgrzy

Węgierskich kibiców dużo bardziej interesują jednak rezultaty klubów, które funkcjonują rzeczywiście w miastach z dominującą społecznością Węgrów. Miniony rok był tymczasem dla nich wyjątkowo udany.

Swój największy sukces w krótkiej skądinąd historii osiągnęło Sepsi Sfântu Gheorghe. Klub z miasta zwanego po węgiersku Sepsiszentgyörgy awansował do najwyższej klasy rozgrywkowej w Rumunii, a uczynił to w szóstą rocznicę swojego powstania. Sepsi po rundzie jesiennej zajmuje niestety dopiero przedostatnie miejsce w Liga I, ale niewielu węgierskich kibiców spodziewało się walki o najwyższe cele. Największym problemem klubu jest brak stadionu spełniającego pierwszoligowe wymogi, które w Rumunii nie są zresztą szczególnie wyśrubowane, dlatego piłkarze Sepsi mecze „u siebie” rozgrywają na obiekcie w Braszowie.

DAC 1904 Dunajská Streda nie jest natomiast klubem dotychczas anonimowym w słowackiej, a wcześniej w czechosłowackiej piłce. Drużyna z miasta Dunaszerdahely jeszcze w ramach komunistycznej Czechosłowacji zdobyła pod koniec lat 80. XX wieku krajowy puchar i zajęła trzecie miejsce w lidze, za to w niepodległej Słowacji nie wiodło jej się najlepiej. Kilka lat temu klub był bliski bankructwa, o czym na własnej skórze przekonał się polski bramkarz Grzegorz Szamotulski, kiedy właścicielem DAC był irański biznesmen. Po przejęciu DAC przez Oszkára Világia i węgierskie spółki, na czele z państwowym koncernem paliwowym MOL, drużyna może spokojnie trenować bez obaw o zaległości w wypłatach, a także występuje na nowej i wciąż rozbudowywanej MOL Arénie.

Stabilna sytuacja finansowa nie przekłada się na razie na wyniki sportowe, nawet pod wodzą włoskiego szkoleniowca Marco Rossiego, który w ubiegłym roku z drużyną Honvédu Budapeszt sensacyjnie zdobył tytuł mistrza Węgier. Po rundzie jesiennej DAC zajmuje dopiero czwarte miejsce w lidze, choć to i tak lepszy rezultat niż w poprzednim sezonie, kiedy piłkarze z południowej Słowacji uplasowali się dopiero na siódmym miejscu i odpali z Pucharu Słowacji już w ćwierćfinale.

Plany węgierskiego rządu dotyczące rozwoju piłki poza granicami kraju są duże, ale na razie jest za wcześnie na ocenę ich dotychczasowych efektów. Tym niemniej więcej argumentów mają krytycy podobnych posunięć, którzy łatwo mogą wytknąć rządzącym coraz większy regres krajowej piłki…

MM

Więcej o węgierskiej piłce nożna można przeczytać na Facebook-u – Węgierski Futbol

Fot: Marc Garrido i Puig