W Warszawie oddano hołd węgierskim Honwedom. Piękne słowa węgierskiego ministra

We wtorek przy ulicy Matejki w Warszawie, niedaleko gmachu polskiego parlamentu, odsłonięty został pomnik upamiętniający wsparcie jakie Powstaniu Warszawskiemu udzielili węgierscy Honwedzi.

Niemcy początkowo liczyli, że węgierscy żołnierze pomogą im w tłumieniu Powstania Warszawskiego. Węgierskie dowództwo jednoznacznie jednak zaprotestowało, zaznaczając, że Węgry Polsce wojny nie wypowiedzieli, stąd też odmówili walki z powstańcami. Postanowiono Węgrów wykorzystać do pomocy przy odizolowaniu Warszawy. Madziarzy okazali się jednak i przy tym zadaniu niepokorni, bowiem bratali się z Polakami, przekazywali im amunicję, pomagali również wydostać się cywilom z terenów zagrożenia życia. Szacuje się, że dzięki Węgrom uratowano około 2 tys. polskich cywilów.

Jak podkreślał obecny na uroczystości węgierski wiceminister obrony narodowej Tamas Vargha, było to działania dość ryzykowne, bowiem Niemcy byli bezwzględni wobec żołnierzy węgierskich bratających się z Polakami – W godzinę upamiętnienia pomnika węgierskim żołnierzom, którzy wsparli Powstanie Warszawskie, warto zastanowić się przez chwilę – co przynosi nam historia? A przynosi szczególne uroczystości, w których należy zadbać o zachowanie, honoru, szacunku i przyjaźni – mówił minister Tamas Varha, który następnie w pięknych słowach streścił tysiącletnią przyjaźń polsko-węgierską – Nasze narody wiążą silne więzi od wejścia do chrześcijańskiej Europy królestw Bolesława Chrobrego i św. Stefana, przez wybór na polski tron Stefana Batorego, dowodzenie króla Jana III Sobieskiego w walce przeciw tureckiego okupantowi, udzielenie schronienia schronienia pokonanym węgierskim kurucom, przez rolę w 1848 roku bohatera spod Ostrołęki gen. Bema, zwanego na Węgrzech ,,Ojczulkiem”, po przyjęcie polskich uchodźców w roku 1939 roku i walkę o wolność w roku 1956. W losach narodu polskiego i węgierskiego wzajemnie przeplata się żałoba i chwała, bieda i dostatek, ucisk i walka o wolność w czasach pokoju. Dzisiaj kiedy jesteśmy w Unii Europejskiej, poza nią możemy liczyć też na siebie.

Łukasz Religa

Fot: MON