Ambicja nie wystarczyła na Portugalię. Węgrzy nie pojadą na mundial

Twarda gra i niebywała ambicja są ważnymi cechami, jeśli nie posiada się odpowiednich umiejętności, ale nie wystarczą one na osiągnięcie dobrego wyniku z przeciwnikiem pokroju Portugalii. Cristiano Ronaldo i spółka strzelili jedną bramkę, co wystarczyło im do wygranej, lecz kto wie jak potoczyłyby się losy tego meczu, gdyby nie czerwona kartka dla Tamása Priskina już pól godziny po rozpoczęciu gry…

Czerwcowa kompromitacja z Andorą, o której mówiła cała piłkarska Europa, spowodowała, że obecnie nie można spać spokojnie nawet przed meczami piłkarskiej reprezentacji Węgier z takimi przeciwnikami jak Łotwa. W czwartkowy wieczór kadra bratanków gładko pokonała jednak beznadziejnych Łotyszy 3:1, a wszystkie trzy bramki dla gospodarzy tego spotkania padły po dośrodkowaniach Balázsa Dzsudzsáka w pole karne. Kraje bałtyckie nigdy nie należały do potęg, ale obecnie przeżywają totalny regres, czego nie można jednak powiedzieć o wczorajszym rywalu Węgrów.

Portugalia jest aktualnym mistrzem Europy, chociaż na samym turnieju niespecjalnie zachwyciła. W jego ćwierćfinale dopiero po rzutach karnych pokonała Polskę, natomiast w fazie grupowej męczyła się z Węgrami. Ówczesny remis 3:3 na pewno na długo zapadnie w pamięci kibiców, jako zresztą jeden z niewielu naprawdę godnych uwagi meczów na tamtym turnieju. Pierwszoplanową rolę w węgierskiej drużynie odgrywał wówczas wspomniany Dzsudzsák, który strzelił we francuskim Lyonie dwie bramki, stąd też wszyscy liczyli, iż kapitan węgierskiej reprezentacji powtórzy swój wyczyn sprzed ponad czternastu miesięcy. Jednocześnie jednak w marcu w Lizbonie to Portugalczycy bez problemów wygrali 3:0…

Przed wczorajszym meczem selekcjoner Bernd Storck zapowiadał, że jego drużyna nie będzie murowała własnej bramki i postara się zagrać ofensywnie, aby wykorzystać słabości portugalskiej reprezentacji. I rzeczywiście, niemiecki szkoleniowiec desygnował do gry dwójkę napastników, co jednak nie oznaczało huraganowego ataku na bramkę strzeżoną przez Ruiego Patricio. Węgrzy starali się uważnie rozgrywać piłkę, a po stratach szybko ją odbierać, dlatego grali niezwykle ostro wybijając Portugalczyków z rytmu. Niestety, wspomniany na początku Priskin pod tym względem przesadził i w 30. minucie wyleciał z boiska po czerwonej kartce za uderzenie Pepe łokciem w twarz. Portugalczyk podnosząc się z boiska nerwowo zareagował na zachowanie trybun, stąd już do końca meczu każdy jego kontakt z piłką był kwitowany ogłuszającymi gwizdami.

Od tego momentu było jasne, że priorytetem dla Węgrów będzie utrzymanie bezbramkowego remisu, natomiast wielu kibiców zaczęło obawiać się prawdziwego pogromu. Węgrzy grali jednak dalej rozważnie w obronie i próbowali kontratakować, lecz niestety jak na dłoni były widoczne ich techniczne braki. Trzy minuty po zmianie stron jeden z niewielu błędów w węgierskiej obronie wykorzystał André Silva, który po dośrodkowaniu Ronaldo w pole karne umieścił piłkę w siatce, po tym jak nie upilnował go najsłabszy w defensywnie gospodarzy Mihály Korhut. Węgrzy próbowali odpowiedzieć na gol gości, lecz w ofensywie wyraźnie nie radził sobie chimeryczny Márton Eppel, a Dzsudzsák i doskonale znany z polskich boisk Gergő Lovrencsics nie byli w stanie wiele zdziałać samemu. Najgroźniejszą sytuację bratankowie stworzyli sobie w ostatniej minucie doliczonego czasu gry, kiedy po dośrodkowaniu kapitana zespołu piłki w siatce nie był niestety w stanie umieścić Atilla Fiola. Porażka 0:1 stała się więc faktem.

Na specjalne wyróżnienie w węgierskim zespole zasługuje cała linia defensywna (poza wspomnianym Korhutem), a także Lovrencics, który popisywał się niebywałą ambicją i kilka razy Portugalczykom udało się go powstrzymać dopiero faulem. Niewiele dobrego można natomiast powiedzieć o grze wspomnianego Eppela. Król strzelców poprzedniego sezonu węgierskiej ekstraklasy powiedział po meczu, że dotąd mógł oglądać portugalskie gwiazdy jedynie w telewizji i rzeczywiście trudno sobie wyobrazić, aby napastnik Honvédu Budapeszt mógłby mieć z nimi jeszcze do czynienia poza kolejnym bezpośrednim meczem swojej reprezentacji. Nie popisywał się również sędzia Danny Makkelie. Można oczywiście dyskutować o decyzji Holendra dotyczącej Priskina, ale arbiter rzadko kiedy używał gwizdka po ewidentnych faulach ze strony Portugalczyków. Szczególnie poniewierany był przez nich Dzsudzsák, który w końcu otrzymał żółtą kartkę za szydercze oklaski pod adresem Makkeliego.

Storck powiedział po meczu, że jego drużyna rozegrała świetny mecz i przez pierwsze pół godziny skopiowała swoją postawę z ubiegłorocznego EURO. Później jednak dziesięciu węgierskich zawodników musiało stawić czoła niezwykle silnemu zespołowi Portugalii, któremu dopisało sporo szczęścia. Niemiecki szkoleniowiec Węgrów pochwalił także atmosferę na stadionie w Budapeszcie, a Lovrencics stwierdził wręcz, że przy tak fantastycznej postawie fanów aż trudno nie zagrać dobrego meczu.

Dobra gra przeciwko Portugalii nie zmienia faktu, iż Węgrzy stracili już jakąkolwiek szansę na występ podczas przyszłorocznego mundialu w Rosji. Jak trafnie zauważył komentujący mecz Cezary Kowalski z Polsatu Sport, Węgrzy nie przegrali jednak eliminacji wczorajszym spotkaniem z Portugalią, ale porażką z Andorą oraz remisem z Wyspami Owczymi. Październikowe mecze z Wyspami Owczymi i Szwajcarią będą więc jedynie grą o honor.

MM

Więcej o węgierskim futbolu można dowiedzieć się z Fan Page – Węgierski futbol