9. kolejka OTP Bank Ligi

Dziewiąta seria spotkań w węgierskiej ekstraklasie piłkarskiej przyniosła kilka niespodzianek. Największą z nich jest porażka lidera tabeli, Videotonu, który uległ spisującemu się w ostatnich tygodniach bardzo słabo Vasasowi. Punkty pogubili także Diósgyőr, Újpest oraz Honvéd, a zwycięstwo nad aktualnymi mistrzami Węgier przyniosło Ferencvárosowi pozycję wicelidera tabeli.

Po zmaganiach w europejskich pucharach oraz w eliminacjach do Mistrzostw Świata liga powróciła do swojej starej i krytykowanej zresztą formuły, a więc wszystkie jej spotkania są rozgrywane w sobotę, zaś pięć z nich dokładnie o tej samej godzinie.

Vasas Budapeszt – Videoton Székesfehérvár 3:1 (2:1)

Stołeczny Vasas zupełnie nie przypomina drużyny, która przed rokiem o tej samej porze umacniała się na pozycji lidera tabeli. Już pod koniec poprzedniego sezonu podopieczni niemieckiego trenera Michaela Oenninga grali w kratkę i w nowych rozgrywkach to się nie zmieniło. Vasas trafił jednak na bardzo słaby dzień Videotonu, który po sobotniej porażce i tak pozostaje liderem tabeli. Co ciekawe, jako pierwsi do siatki rywali trafili właśnie goście, gdy w 12. minucie strzałem z przewrotki popisał się Máté Pátkai, ale to właśnie po tej bramce Vasas ruszył do ataku. Najpierw w 22. minucie strzałem głową Ádáma Kovácsika pokonał niemiecki stoper Felix Burmeister, sześć minut później na prowadzenie wyprowadził gospodarzy macedoński obrońca Kristo Ristevski, a w 82. minucie Burmeister ustalił wynik 3:1. Piłkarzom „Vidich” pod koniec meczu wyraźnie puściły nerwy i najpierw na minutę przed końcem regulaminowego czasu gry z boiska za drugą żółtą kartkę wyleciał francuski obrońca Loic Nego, a już w doliczonym czasie po Danko Lazović otrzymał bezpośrednią czerwoną kartkę po uderzeniu przeciwnika łokciem w zęby. Przerwana seria trzech zwycięstw z rzędu nie powinna być sygnałem alarmowym dla „Vidich”, lecz z drugiej strony w ubiegłym sezonie przegrali oni mistrzostwo właśnie postawą z ligowymi średniakami…

Puskás Akadémia FC – Mezőkövesd Zsóry FC 1:0 (0:0)

Ośmiuset kibiców, którzy w sobotę przybyli na mecz w Felcsút, należy zdecydowanie podziwiać za fanatyzm i anielską cierpliwość, bo obie drużyny zagrały mecz o którym można powiedzieć jedynie tyle, że się odbył. Puskás Akadémia zaliczyła bardzo słaby początek sezonu, natomiast Mezőkövesd po pierwszych dwóch kolejkach z kompletem punktów zajmowało pierwszą pozycję w tabeli. Teraz role zdecydowanie się odwróciły i czwarte zwycięstwo z rzędu wywindowało zawodników z Felcsút na piątą pozycję w tabeli. Tym razem z całego festiwalu niecelnych lub wyjątkowo słabych strzałów wyłamał się Ulysse Diallo, który w 59. minucie spotkania dobił piłkę po tym, jak odbiła się od słupka po strzale chorwackiego pomocnika Josipa Kneževicia.

Balmazújváros Kamilla Gyógyfürdő – Debreceni VSC 0:1 (0:1)

Niewiele lepsze spotkanie obejrzała w Balmazújváros tym razem licznie zgromadzona widownia, której trzon stanowili kibice gości mający tylko kilkanaście kilometrów drogi do niewielkiego miasteczka. Miejscowi fani po raz kolejny mogą być natomiast niepocieszeni przede wszystkim wynikiem, ponieważ zawodnikom gospodarzy trudno odmówić ambicji nieprzekładającej się jednak na sportowe wyniki. Trzy punkty pojechały więc do Debreczyna, po tym jak w doliczonym czasie pierwszej połowy piłkę strzałem głową po rzucie wolnym skierował szwajcarski napastnik, Haris Tabaković. Goście pokazali więc, że po kryzysie z poprzedniego sezonu nie ma już śladu, a gospodarze muszą naprawdę się sprężyć, aby nie powrócić do drugiej ligi już po roku, tak jak stało się to udziałem ubiegłorocznego beniaminka Gyirmót FC Győr.

Diósgyőr VTK Miszkolc – Paksi FC 2:4 (1:2)

Wydawało się, że śladem swojego największego rywala podążyli również piłkarze Diósgyőru, ale przed tygodniem miejsce w szeregu pokazał im właśnie Debreczyn, a w sobotę piłkarzy z Miszkolca ostro skarciło bardzo słabe w tym sezonie Paks. Wynik w 7. minucie otworzyli jednak piłkarze DVTK, gdy w niegroźnej sytuacji dziewiętnastoletni obrońca „Atomowych” Péter Zachán nie opanował piłki, tę przejął grecki napastnik Nikolaos Ioannidis i po odegraniu w polu karnym do bramki trafił Roland Ugrai. Kolejne minuty należały już jednak do Paks. W 11. minucie do remisu doprowadził László Bartha, a w 39. minucie goście objęli już prowadzenie po trafieniu Lajosa Bertusa, zaś w obu sytuacjach nie popisała się obrona zespołu z Miszkolca. W 50. minucie do wyrównania doprowadził co prawda wspomniany Ioannidis, który tym razem wykorzystał podanie Ugraia po błędzie bramkarza Paks, ale tylko na tyle było stać w tym meczu piłkarzy DVTK. Szalę zwycięstwa na stronę „Atomowych” przechylił więc w 72. minucie Bence Daru, a w doliczonym czasie gry wynik spotkania ustalił Dávid Kulcsár. Jeśli Diósgyőr chce w końcu ulokować się w czołówce tabeli musi więc zdecydowanie poprawić grę w defensywie, bowiem na tę chwilę ich obrona jest dziurawa niczym ser szwajcarski.

Haladás Szombathely – Újpest Budapeszt 1:0 (0:0)

Przed kolejną serią spotkań mają o czym myśleć również zawodnicy stołecznego Újpestu. Drużyna z fioletowej części Budapesztu miała walczyć o mistrzowski tytuł, tymczasem po dziewiątej serii spotkań zajmuje czwarte miejsce od końca, a po sobotnim spotkaniu wychowawczą rozmowę z podopiecznymi Nebojšy Vignjevicia przeprowadzili kibice. Sobotnia porażka z Haladás była tym bardziej przygnębiająca, iż zespół rozgrywający obecnie swoje mecze w Sopronie spisuje się wręcz żenująco, zaś już drugi raz na ławce trenerskiej tego klubu zasiadł Bálint Pacsi, który przedostatniego dnia sierpnia zastąpił Gézę Mészöly’ego. Podopieczni dotychczasowego trenera młodzieży zagrali mądrze w defensywie i wykorzystali błąd dwóch obrońców Újpestu, którzy nie upilnowali w polu karnym australijskiego napastnika Davida Wiliamsa, a ten w 52. minucie meczu umieścił piłkę w siatce po dośrodkowaniu Predaga Bosnjaka.

Honvéd Budapeszt – Ferencváros Budapeszt 1:3 (1:1)

Hitem dziewiątej serii spotkań był oczywiście pojedynek dwóch stołecznych drużyn. Aktualny mistrz kraju liczył, że poprawi swój dorobek po ostatnich nieudanych meczach w postaci remisu z Paks oraz porażki z Debreczynem, natomiast „Fradi” od dłuższego czasu walczą o powrót do ścisłej czołówki węgierskiego futbolu. Po sobotnim meczu to właśnie goście mają największe powody do zadowolenia, ponieważ po pewnym zwycięstwie nad Honvédem awansowali na fotel wicelidera tabeli i tracą cztery punkty do Videotonu. Podopieczni Thomasa Dolla nie tylko poprawili swoją skuteczność, ale dzięki letnim transferom uzupełnili braki w obronie spowodowane odejściem Michała Nalepy, Emira Dilavera, Vladana Cukicia oraz Olivera Hüsinga.

Już w 6. minucie goście objęli więc prowadzenie po strzale lidera klasyfikacji strzelców, Rolanda Vargi, który wykorzystał dośrodkowanie Gergő Lovrencsicsa w pole karne. Drużyna z dzielnicy Kispest nie zasypywała oczywiście gruszek w popiele, w czym jak zwykle pomagał absolutny gwiazdor ligi, czyli włoski napastnik Davide Lanzafame. Wychowanek Juventusu Turyn był bacznie pilnowany przez obrońców gości, dlatego skupił się na obsługiwaniu swoich kolegów świetnymi podaniami, lecz gracze Honvédu, a szczególnie król strzelców ubiegłego sezonu Marton Eppel nie dostosowali się do jego poziomu. W 33. minucie Lanzafame co prawda sam zdobył bramkę z rzutu karnego, ale później do siatki trafiali już tylko piłkarze Ferencvárosu. Dwie minuty po rozpoczęciu drugiej połowy swoją dziesiątą bramkę w lidze zdobył Varga, a w 68. minucie wynik ustalił dziewiętnastoletni ghański pomocnik Joseph Paintsil.

Sytuacja po 9 kolejkach:

źródło: http://pl.soccerway.com

MM

Więcej o węgierskiej piłce nożna można przeczytać na Facebook-u – Węgierski Futbol