Po 4 Kolejce OTP Bank Ligi

Czwarta seria spotkań węgierskiej OTP Bank Ligi obyła bez większych niespodzianek, choć za taką można po części uznać wysoką wygraną beniaminka z Balmazújváros nad Diósgyőrem Miszkolc. Ponadto do formy z sezonu 2015/2016 nie może wrócić stołeczny Ferencváros, dlatego nasilają się słyszane już od miesięcy głosy o konieczności zwolnienia niemieckiego szkoleniowca Thomasa Dolla.

Balmazújváros FC – Diósgyőr Miszkolc 4:0 (1:0)

Piłkarze z Miszkolca w pierwszych trzech kolejkach węgierskiej ligi spisywali się nadspodziewanie dobrze, do czego z pewnością w ostatnich sezonach nie przyzwyczaili swoich licznych fanów. Dwa zwycięstwa i remis z aktualnym mistrzem kraju miały spowodować, że pokonanie beniaminka z Balmazújváros będzie tylko formalnością. Tymczasem zawodnicy gospodarzy od początku ruszyli do ataku, choć pierwsze próby strzału na bramkę gości były mówiąc delikatnie niezbyt udane, ale pod tym względem niewiele lepiej wyglądał Diósgyőr. Ostatecznie obronę zespołu z Miszkolca złamał w 40. minucie meczu Attila Haris, który wykorzystał świetne podanie od Nemanji Andricia. Od tego momentu na boisku dominował już tylko beniaminek, zaś zawodnicy Diósgyőru powinni cieszyć się z i tak niskiego wymiaru kary, spowodowanego nieskutecznością napastników Balmazújváros. Nie zmienia to jednak faktu, iż w 61. minucie na 2:0 podwyższył wspomniany Andrić, w 85. minucie wszelkich złudzeń pozbawił gości Ferenc Racz, a w doliczonym czasie gry ten sam zawodnik pięknym strzałem zza pola karnego położył rywala na deskach.

Węgierskie media pisząc o tym spotkaniu zwracały przede wszystkim uwagę na wczesne godziny jego rozegrania, krytykując z tego powodu Węgierski Związek Piłki Nożnej (MLS). Zdaniem tamtejszych dziennikarzy letnie kolejki powinny być podporządkowane pogodzie, dlatego z powodu upału wszystkie mecze należałoby przenosić na możliwie jak najpóźniejsze godziny wieczorne. Tymczasem zawodnicy Balmazújváros oraz Diósgyőru grali o godzinie 18 przy 36-stopniowym upale, a w zbliżający się weekend na tę samą porę wyznaczono już pięć z sześciu ligowych spotkań.

Paksi FC –Haladás Szombathely 2:0 (0:0)

Bez względu na pogodę bardzo słabo prezentują się w tym sezonie zawodnicy Haladás Szombathely, a z tego powodu pojawiły się już pogłoski o możliwym zwolnieniu trenera Gézy Mészöly’ego. Licząc poprzedni sezon drużyna z Szombathely w dziesięciu ostatnich meczach OTP Bank Ligi wygrała tylko dwa razy, zremisowała raz i przegrała aż siedem razy, co z pewnością musi niepokoić oczekującego dużo lepszych wyników sponsora w postaci firmy Swetelsky. Zawodnikom Haladás na dodatek chluby nie przynosi fakt, iż ich porażki mogłyby być jeszcze bardziej dotkliwe, gdyby nie świetna forma legendarnego bramkarza Gábora Király’a. Do zadań liczącego sobie 41 wiosen golkipera nie należy jednak upilnowanie każdego zawodnika przeciwnika w polu karnym, dlatego „Atomowi” z Paks bez większych problemów wygrali 2:0 po bramkach Jánosa Szabó w 57. oraz László Barthy w 62. minucie spotkania.

Puskás Akadémia – Honvéd Budapeszt 0:2 (0:1)

Dwie bramki ujrzeli również kibice w Felcsút, którzy musieli jednak pogodzić się z porażką ich drużyny z aktualnym mistrzem Węgier. Honvéd dużo łączy z polskimi klubami, ponieważ stołeczni piłkarze po odpadnięciu z europejskich pucharów mogą skupić się już tylko na lidze i jak na razie pewnym krokiem zmierzają po obronę tytułu. Do nieco gorszych tradycji chcą najwyraźniej nawiązać zawodnicy Puskás Akadémii, którzy po czterech kolejkach mają na koncie trzy porażki i jeden remis, a to oznacza, iż podobnie jak na wiosnę ubiegłego roku zmierzają do kolejnego spadku z węgierskiej ekstraklasy. Biorąc jednak pod uwagę klasę przeciwnika, gospodarze nie zaprezentowali się tak źle jak w poprzednich spotkaniach, zaś do uzyskania korzystnego wyniku zabrakło im nieco szczęścia oraz słabej postawy bramkarza gości. Dávid Gróf nie jest jednak oczywiście jedyną mocną bronią Honvédu, ponieważ po raz kolejny świetne zagrała cała ofensywa mistrza Węgier. Tuż przed przerwą fakt ten potwierdził Djordje Kamber, natomiast kwadrans później wynik na 2:0 ustalił Márton Eppel, zdobywając bramkę swoim znakiem rozpoznawczym w postaci precyzyjnego strzału głową. Warto podkreślić, że przy bramkach Kambera i Eppela asystował napastnik Davide Lanzafame, który praktycznie w każdym meczu pokazuje, iż zdecydowanie przewyższa poziomem całe węgierskie rozgrywki. Włoch nie wykorzystał zresztą dwóch doskonałych okazji minimalnie chybiając przy rzucie wolnym oraz w sytuacji sam na sam z Branislavem Daniloviciem.

Debreceni VSC – Ferencváros Budapeszt 0:0

Thomas Doll, niemiecki szkoleniowiec Ferencvárosu Budapeszt, od dłuższego czasu jest obiektem krytyki kibiców stołecznego klubu, a mecz z Debreczynem na pewno nie poprawił jego notowań. „Fradi” nie potrafili pokonać nawet fatalnie spisujących się „Loki”, zaczynając na dodatek mecz z przedostatnią drużyną ligi w mocno defensywnym ustawieniu. Doll najwyraźniej jednak wyczuł pismo nosem, bo to właśnie gospodarze stworzyli sobie najgroźniejsze sytuacje do zdobycia bramki, a stołeczny zespół powinien cieszyć się, iż siła ofensywna Debreczyna nie potrafiła wykorzystać przysłowiowych stuprocentowych okazji. Nie zmienia to jednak faktu, że w drugim największym mieście Węgier odbył się mecz, w najlepszym wypadku, niezwykle przeciętny.

Mezőkövesd-Zsóry SE – Videoton Székesfehérvár 0:2 (0:1)

Rok temu o tej samej porze trudno było wytypować faworyta do mistrzowskiego tytułu, a pozycję lidera niespodziewanie zajmowali piłkarze budapesztańskiego Vasasu. Honvéd przez wiele miesięcy pełnił rolę przyczajonego tygrysa, natomiast Videoton odrabiał straty po kiepskim początku ligi spowodowanym meczami w Lidze Europy. Tym razem „Vidi” nie odpuszczali mimo trudnej i zakończonej sukcesem batalii z francuskim Girondins Bordeaux, dlatego mają tyle samo punktów co liderujący Honvéd. Piłkarze gospodarzy byli podrażnieni po klęsce z poprzedniej kolejki, kiedy ulegli Ferencvárosowi aż 0:5, ale chęci nie zastąpią umiejętności. Z tego powodu Mezőkövesd musiało uznać wyższość rywali, dla których wynik w 23. minucie meczu otworzył nigeryjski napastnik Ezekiel Henty, a dzieła zniszczenia dokonał w 85. minucie Danko Lazović. Zawody nie były jednak łatwe dla obu drużyn, bowiem najpierw towarzyszył im upał, zaś w drugiej połowie w niewielkim mieście rozpętała się gwałtowna burza.

Újpest Budapeszt – Vasas Budapeszt 1:0 (1:0)

Czwartą serię spotkań zamykały małe derby Budapesztu, w których mierzyły się ze sobą zespoły Újpestu oraz Vasasu. Gospodarze spotkania chcieli przerwać dość oryginalną passę, jaką były trzy z rzędu wyniki 2:2, natomiast goście chcą nawiązać do sytuacji z poprzedniego sezonu, kiedy po pierwszej części sezonu byli liderem tabeli. Po niedzielnym spotkaniu dużo lepsze wrażenie pozostawił po sobie Újpest, momentami wręcz zgniatający swojego przeciwnika, który w kolejnym meczu zawdzięcza wiele postawie słowackiego bramkarza Ľuboša Kamenára. Świetnie dysponowany golkiper nie miał jednak za wiele do powiedzenia przy bramce Daniela Nagy’ego z 24. minuty meczu, który ośmieszył defensorów Vasasu. Nagy na razie wraz z Rolandem Vargą z Ferencvárosu przewodzi tabeli strzelców z czterema golami, co jednak pokazuje w jakim obecnie miejscu jest węgierska liga – Nagy trafił do Újpestu przed sezonem z niemieckiego Würzburger Kickers, które z hukiem spadło w maju z tamtejszej drugiej ligi.

MM

Polecamy śledzić na  Facebook-u śledzić – Węgierski Futbol