6. kolejka OTP Bank Ligi (wideo)

Za nami już szósta seria spotkań węgierskiej OTP Bank Ligi, która obfitowała przede wszystkim w mecze czołowych ligowych drużyn i zespołów skazywanych na obronę przed spadkiem, co uzupełniał bezpośredni mecz dwóch beniaminków. Do niespodzianki doszło w Debreczynie, gdzie grający ostatnio beznadziejnie „Loki” niespodziewanie ograli aż 4:1 faworyzowany Vasas Budapeszt.

Warto podkreślić, że piłkarze węgierskich drużyn w ten weekend walczyli nie tylko o ligowe punkty, ale także o uznanie w oczach selekcjonera Bernda Storcka. Ostatecznie niemiecki szkoleniowiec powołał na mecze eliminacji do Mistrzostw Świata trzynastu zawodników reprezentujących miejscowe kluby. Po raz pierwszy w 23-osobowej kadrze znalazł się Dániel Nagy z Újpestu Budapeszt, który będzie miał szansę zadebiutować w meczach z Łotwą i Portugalią.

Ferencváros Budapeszt – Haladás Szombathely 2:0 (1:0)

Od czasu przegranej z duńskim FC Midtjylland w eliminacjach Ligi Europy, niemiecki szkoleniowiec „Fradich” Thomas Doll niemal w każdym kolejnym spotkaniu walczy o przetrwanie. Trzecie miejsce w ubiegłym sezonie OTP Bank Ligi sprowadziło falę krytyki na trenera pracującego z Ferencvárosem od czterech lat, ale w jeszcze gorzej sytuacji znajduje się szkoleniowiec jego ostatniego przeciwnika. Haladás pod wodzą Gézy Mészöly’ego od połowy kwietnia głównie przegrywa, a nieliczne wygrane były głównie dziełem szczęścia piłkarzy z Szombathely. W pojedynku z Ferencvárosem jednak ono nie dopisywało, dlatego Amadou Moutari w 5. minucie oraz Dániel Böde w 82. minucie spotkania (swoim znakiem rozpocznawczym, czyli strzałem głową) nie mieli większych problemów z umieszczeniem piłki w siatce bramki strzeżonej przez Gábora Király’a. Co więcej, gdyby nie postawa legendarnego golkipera wymiar kary mógłby być jeszcze wyższy, ale podobnie jak w poprzednich spotkaniach Király uchronił swoją drużynę od pogromu. Haladásowi trzeba jednak oddać, że kilkukrotnie atakował bramkę „Fradich”, lecz na przeszkodzie w strzeleniu choćby honorowej bramki stawały najczęściej braki techniczne piłkarzy gości.

Debreceni VSC – Vasas Budapeszt 4:1 (4:0)

Kibice Debreczyna musieli w piątek przecierać oczy ze zdumienia, kiedy już w pierwszej połowie ich pupile rozstrzygnęli losy pojedynku z faworyzowanym Vasasem. Nastroje przed meczem ze stołeczną drużyną były bowiem naprawdę fatalne, bowiem węgierskie media donoszą o kłopotach finansowych popularnych „Lokich” i złej atmosferze w drużynie, zaś tuż przed meczem kontrakt ze Slovanem Bratysława podpisał Dávid Holman. Zawodnik znany z niewielkiej ilości występów w barwach Lecha Poznań kosztował Słowaków aż 700 tysięcy euro, choć w ostatnich meczach nie grał najlepiej i marnował stuprocentowe sytuacje. Jak widać bardziej skuteczni od niego okazali się Dániel Tőzsér, Justin Mengolo oraz debiutujący młodzieżowiec Kevin Varga, a ten pierwszy nawet dwukrotnie pokonał byłego bramkarza Śląska, Ľuboša Kamenára, i mógł cieszyć się z pierwszych goli w węgierskiej ekstraklasie od piętnastu lat. W drugiej połowie znokautowani goście zdołali wyprowadzić tylko jeden celny cios, stąd honorową bramką mógł cieszyć się niespełna dwudziestoletni Donát Szivacski.

Mezőkövesd-Zsóry SE – Honvéd Budapeszt 1:2 (0:1)

Po pierwszych dwóch kolejkach nowego sezonu zespół z Mezőkövesd był liderem tabeli, ale potem było już tylko gorzej, dlatego porażka z aktualnym mistrzem kraju była już trzecią w tym sezonie. Mecz nie zaczął się dla gospodarzy najgorzej, ponieważ stwarzali sytuacje pod bramką gości, ale to właśnie Honvéd w 22. minucie objął prowadzenie, kiedy zamieszanie w polu karnym wykorzystał Botond Baráth. Od tego momentu na boisku dominował mistrz kraju, lecz po raz kolejny okazało się, że jego zawodnicy mają problemy ze skutecznością. Wyświechtane piłkarskie porzekadło mówi, że niewykorzystane sytuacje się mszczą, stąd w 72 minucie wyrównał wprowadzony kilkanaście minut wcześniej Roland Baracskai, który kapitalnym strzałem głową pokonał Dávida Grofa. Honvéd nieprzypadkowo oznacza węgierskiego żołnierza, a wojskowi zazwyczaj walczą do końca. Widać to szczególnie po… włoskim napastniku Davidzie Lanzafame, który do końca popisywał się swoim doskonałym wyszkoleniem technicznym i próbował ponownie wyprowadzić swoją drużynę na prowadzenie. Ten wieczór należał jednak do rezerwowych i w czwartej minucie doliczonego czasu gry zwycięstwo stołecznemu klubowi zapewnił strzałem głową Dark Kabangu.

Puskás Akadémia – Balmazújváros FC 2:1 (2:0)

Do bezpośredniego spotkania dwóch beniaminków w roli faworyta przystępowali piłkarze gości. Balmazújváros co prawda wygrało tylko jedno spotkanie, ale zremisowało w pojedynkach z faworyzowanymi Videotonem Székesfehérvár i Honvédem, a także napsuło sporo krwi Vasasowi oraz uzyskało wspomniane trzy punkty po zdecydowanym zwycięstwie 4:0 z Diósgyőrem Miszkolc. Puskás Akadémia do sobotniego spotkania przegrała natomiast trzy spotkania i zremisowała dwa, dlatego podopieczni byłego selekcjonera Attili Pintéra stali się faworytem do powrotu w szeregu drugoligowców. Nieliczni kibice w Felcsút mimo trzech bramek nie obejrzeli pasjonującego widowiska, które obfitowało głównie w popisy technicznych niedoskonałości, niż w porywające akcje z obu stron. W 9. minucie na prowadzenie gospodarzy wyprowadził trafieniem głową Gábor Molnár, a drugą bramkę w doliczonym czasie pierwszej połowy strzelił chorwacki pomocnik Josip Knežević. Zwłaszcza w tym drugim przypadku nie popisał się bramkarz gości László Horváth, który podnosząc się z murawy wypuścił piłkę z rąk, a ta po wybiciu przez Ulyssę diallo trafiła pod nogi jego kolegi z Puskás Akadémii. Honorowa bramka dla Balmazújváros padła w 64. minucie, kiedy gruziński napastnik Bachana Arabuli wykorzystał rzut karny po faulu Balázsa Balogha na Attilii Harisie. Piłkarze gości mogli wyrównać w doliczonym czasie gry, lecz piłkę po groźnym strzale z dystansu odbił bramkarz gospodarzy Lajos Hegedüs.

Újpest Budapeszt – Diósgyőr Miszkolc 1:1 (0:1)

Kibice Újpestu są niezadowoleni nie tylko ze zmiany klubowego herbu, przeciwko czemu protestują na każdym meczu, ale także z wyników swojej drużyny. Stołeczny klub w ciągu tygodnia sfinalizował swój czternasty transfer, jednak wzmocnienie drużyny tak dużą liczbą całkiem niezłych na węgierskie warunki graczy nie przekłada się na dobre wyniki. Do pojedynku z Diósgyőrem gospodarze przystępowali z jednym zwycięstwem, trzema remisami i porażką, podczas gdy goście zanotowali dwie wygrane, dwa remisy i jedną porażkę. Oba zespoły dzieliła więc niewielka różnica poziomów i było to widoczne na boisku w pierwszej połowie, kiedy obowiązywała zasada „cios za cios”. Pierwszy skuteczny atak wykonał jednak Diósgyőr i z bramki już w 12. minucie mógł cieszyć się 21-letni Gábor Markai, który wykorzystał minięcie się z piłką poza polem karnym bramkarza Filipa Pajovicia, co warto już obejrzeć na załączonym materiale wideo. W drugiej części spotkania Diósgyőr był już nastawiony na bronienie wyniku, dlatego wydarzenia na boisku kontrolował już Újpest, który przez długi czas nie był w stanie trafić do bramki strzeżonej przez wychowanka stołecznego klubu, Botonda Antala. Wyczyn ten udał się dopiero w 82. minucie macedońskiemu napastnikowi Victorowi Angelovowi. Mecz odbywał się bez udziału publiczności, bowiem Újpest został ukarany dwoma meczami przy pustych trybunach z powodu zachowania swoich protestujących fanów.

Mecz pomiędzy Videotonem i Paksi FC został przełożony na 6 września.

MM

Więcej o węgierskim futbolu można dowiedzieć się z Fan Page – Węgierski futbol