Videoton gra dalej, Ferencváros za burtą

To było do przewidzenia. Ferencvárosowi Budapeszt na wyjeździe nie udało się odrobić strat z pierwszego spotkania z duńskim Midtjylland, natomiast Videoton Székesfehérvár potraktował rewanż z estońskim Nõmme Kalju jak sparing.

Zdobywca węgierskiego pucharu w pierwszym meczu rozgrywanym w Budapeszcie wpierw prowadził 2:0, aby całą drugą połowę spotkania grać w dziesiątkę i ostatecznie przegrać 2:4. Wynik ten przed rewanżem w Danii nie napawał oczywiście optymizmem i niewielu wierzyło w możliwość odrobienia strat. Najwyraźniej wiary tej nie podzielał także niemiecki trener Thomas Doll, który dał szansę kilku młodym zawodnikom z rezerwowego składu.

Niechybnie musiało się to skończyć porażką i tak rzeczywiście się stało, choć zawodnicy FC Midtjylland musieli sporo się natrudzić, aby otworzyć wynik spotkania. Dopiero w 34. minucie gospodarze objęli prowadzenie, ale pół godziny później wyrównał portugalski pomocnik Rui Pedro. Pod koniec meczu Węgrzy opadli jednak z sił i wpierw w 71., a następnie w 81. minucie Duńczycy pokazali dlaczego to właśnie oni zasługują na kolejną rundę kwalifikacyjną, w której spotkają się z Arką Gdynia.

Po przegranym 1:3 rewanżu fala krytyki spadła na wspomnianego Dolla. Kibice, szczególnie będący od miesięcy w konflikcie z klubowymi władzami, zwracają uwagę na brak postępu w grze „Fradich”. Przed rokiem odpadli oni z Ligi Mistrzów już po pierwszym dwumeczu z albańskim Partizani Tirana, natomiast sezon ledwo udało im się ukończyć na ostatnim miejscu na podium. Przed dwoma laty w Lidze Europy za mocny okazał się bośniacki Željezničar Sarajewo, a trzy sezony temu żadnych szans zawodnikom z Budapesztu nie dała chorwacka HNK Rijeka.

Czy to wina jedynie wypalenia się niemieckiego szkoleniowca, pracującego w Ferencvárosie od prawie czterech lat, czy też ogólnego poziomu węgierskiej piłki? Z drużyn występujących w tegorocznej edycji europejskich pucharów w sierpniu na boisko wybiegną już tylko zawodnicy Videotonu, którzy wpierw pokonali Maltańczyków, aby w kolejnej rundzie bez większych problemów przejść Estończyków.

W pierwszym meczu „Vidi” gładko wygrali na wyjeździe 3:0, dlatego serbski trener Marko Nikolić w meczu u siebie, a dokładniej na stadionie w Felcsút, postanowił dać szansę pokazania się rezerwowym. Z tego powodu na ławce zasiadł najlepszy snajper zespołu Marko Šćepović, a na szpicy zastąpił go Mirko Marić. Ostatecznie Węgrzy potraktowali mecz jako sparing i tylko zremisowali 1:1 z Nõmme Kalju.

Kolejnym rywalem Videotonu będzie francuski Girondins Bordeaux i ten pojedynek zapewne pokaże miejsce węgierskiej ligi w europejskich szeregach. Pierwszy mecz „Vidi” zagrają 27 lipca na wyjeździe.

MM

Śledź węgierski futbol na Facebooku – Węgierski Futbol