Ruszyła piłkarska OTP Bank Liga!

Najwyższa klasa rozgrywkowa na Węgrzech ruszyła równo z polską LOTTO Ekstraklasą, a pierwsza kolejka nie przyniosła większych niespodzianek. Tradycyjnie największe kłopoty z osiągnięciem zadowalających wyników miały drużyny uczestniczące w europejskich pucharach, choć aktualny mistrz kraju zaczął nowy sezon OTP Bank Ligi od zdobycia kompletu punktów.

Honvéd Budapeszt – Haladás Szombathely 2:0 (1:0)

Honvéd Budapeszt w środę z poświęceniem walczył na wyjeździe w eliminacjach Ligi Mistrzów z izraelskim Hapoelem Beer Szewa, stąd można się było spodziewać, że aktualny mistrz kraju będzie oszczędzał siły w meczu z Haladás Szombathely. Holenderski trener Erik van der Meer wystawił jednak najmocniejszą jedenastkę i stołeczny klub bez większych problemów zwyciężył 2:0. Jako pierwszy legendarnego Gábora Király’ego w 30. minucie spotkania po rzucie wolnym pokonał głową Dávid Bobál, natomiast minutę przed końcem meczu pięknym strzałem zza pola karnego wynik ustalił Davide Lanzafame. Kibiców Honvédu może martwić jedynie forma króla strzelców minionego sezonu, ponieważ Márton Eppel zmarnował kilka stuprocentowych okazji do zdobycia bramki.

Paksi FC – Újpest Budapeszt 2:2 (1:1)

Kibice Újpestu Budapeszt podczas wyjazdu do Paks skupiali się przede wszystkim na walce z nowym logo swojego klubu, o czym pisaliśmy zresztą na naszym portalu, natomiast stołeczni piłkarze musieli radzić sobie bez swojego najlepszego strzelca z minionego sezonu. Młodym macedońskim napastnikiem Enisem Bardhim interesowało się kilka zachodnich klubów, a ostatecznie w poniedziałek doszedł on do porozumienia z hiszpańskim Levante, stąd będąc jeszcze formalnie zawodnikiem Újpestu nie pojechał on z drużyną do miasta kojarzonego z elektrownią atomową. Wynik spotkania otworzył w 13. minucie zawodnik gości Branko Pauljević, ale już trzy minuty później gospodarze wykonywali rzut karny. Strzał Denesa Szakály’ego obronił jednak Filip Pajović, lecz dobitka gracza „Atomowych” okazała się skuteczna, podobnie jak strzał głową jego kolegi Kristófa Pappa trzy minuty po rozpoczęciu drugiej połowy. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 2:2 po wykorzystaniu zamieszania w polu karnym przez Jozsefa Windeckera. Największą bolączką Újpestu była nieskuteczność jego nowych zawodników na czele z Samą Novothnym, natomiast całkiem dobry występ zaliczył Róbert Litauszki, który przez ostatni sezon zwiedzał boiska piątego poziomu rozgrywek w Małopolsce wraz z kolegami z rezerw Cracovii Kraków.

Debreceni VSC– Mezőkövesd Zsóry FC 1:2 (0:0)

Tragiczny poprzedni sezon w wykonaniu drużyny z Debreczyna powinien zakończyć się rewolucją w składzie, ale nic takiego nie miało miejsca, dlatego porażkę z Mezőkövesd trudno traktować jako niespodziankę. Podopieczni nowego szkoleniowca Andrása Herczega już w drugiej minucie spotkania powinni przegrywać z Mezőkövesd, ale po strzale głową zawodnika gości piłkę na linii bramkowej zatrzymał urodzony na Ukrainie golkiper Sándor Nagy. Dwanaście minut debiutujący w barwach Debreczyna zawodnik po raz kolejny uratował swoją drużynę przed stratą bramki, za to jego kolegów w pierwszej połowie było stać jedynie na dwukrotne skierowanie piłki do siatki z pozycji spalonej. W doliczonym czasie pierwszej połowy nadzieję na dobry wynik dla popularnych „Lokich” wlała druga żółta i w konsekwencji czerwona kartka dla Bence Tótha, ale paradoksalnie to Mezőkövesd grając w dziesiątkę spisywało się dużo lepiej. W 63. minucie goście objęli prowadzenie po atomowym strzale z wolnego w wykonaniu Gergő Gohéra, a w całej sytuacji tym razem nie popisał się Nagy, który… wyszedł przed pole karne z piłką w rękach. Trzynaście minut później strzałem zza pola karnego wyrównał János Ferenczi, lecz to do Mezőkövesd w doliczonym czasie gry uśmiechnęło się szczęście i Dávid Hudák po udanym strzale głową mógł cieszyć się ze zwycięstwa wraz z klubowymi kolegami. O czasach świetności Debreczyna, kiedy występował on nawet w fazie grupowej Ligi Mistrzów, można już zapomnieć.

Vasas Budapeszt –Diósgyőri VTK Miszkolc 0:2 (0:1)

Triumf Honvédu w ubiegłym sezonie był nie lada sensacją, jednak na jesieni ubiegłego roku wydawało się, iż jej bohaterem będzie Vasas. Stołeczny zespół na wiosnę grał już jednak znacznie gorzej, a kryzys po letniej przerwie jest dalej widoczny. Wydaje się natomiast, że dużo lepiej przygotowania do nowego sezonu spożytkowali zawodnicy z Miszkolca, którzy do ostatniej kolejki poprzednich rozgrywek walczyli o utrzymanie, a teraz nie dali najmniejszych szans faworyzowanemu Vasasowi. Wynik już w 5. minucie otworzył hiszpański pomocnik Diega Vela, natomiast w 73. minucie wynik na 2:0 ustalił Ákos Szarka, który popisał się niezwykle popularnym w tej kolejce strzałem głową. Warto podkreślić, że wymiar kary był i tak bardzo niski, co Vasas zawdzięcza pozyskanemu ze Śląska Wrocław słowackiemu bramkarzowi Ľubošowi Kamenárowi. Zawodnicy z budapesztańskiej dzielnicy Angyalföld powinni natomiast popracować nad siłą oddawanych strzałów, bo właściwie każdy z nich bez problemu lądował w rękawicach chorwackiego bramkarza DVTK Ivana Radoša.

Ferencváros Budapeszt– Puskás Akadémia 1:1 (1:1)

Zawodnicy Ferencvárosu mieli prawo być zmęczeni po czwartkowym pojedynku w Lidze Europy. Wpierw intensywnie atakowali bramkę duńskiego FC Midtjylland, a następnie całą drugą połowę bronili się grając w dziesiątkę, stąd można było spodziewać się, iż niemiecki szkoleniowiec Thomas Doll da odpocząć kilku podstawowym piłkarzom swojej drużyny. Z tego powodu w barwach „Fradich” zadebiutował chociażby Balázs Lovrencics, brat doskonale znanego z polskich boisk Gergő. Pierwsze skrzypce grał jednak będący w wyśmienitej formie Roland Varga, ale to właśnie goście jako pierwsi objęli prowadzenie i w przekroju całego meczu stwarzali sobie dużo groźniejsze sytuacje. W 24. minucie doskonałe podanie przez pół boiska otrzymał doświadczony Péter Szakály, który w sytuacji sam na sam nie miał problemu z pokonaniem Dénesa Dibusza. Siedemnaście minut później piłkę z siatki wyjmował już jednak serbski golkiper Branislav Danilović, nie mający szans po strzale wspomnianego Vargi z rzutu wolnego. Skreślany przez wielu pomocnik strzelił tym samym cztery bramki w czterech rozegranych do tej pory oficjalnych spotkaniach „Fradich” w obecnym sezonie. W dużo gorszym nastroju jest z pewnością jego kolega z drugiej linii, czyli doświadczony Tamás Hajnal, który w 78. minucie po uderzeniu w głowę stracił przytomność i spędził dwa dni na obserwacji w szpitalu. Piłkarze „Fradich” mogą mówić o wyjątkowym pechu, ponieważ w maju podczas finału Pucharu Węgier w takich samych okolicznościach boisko opuszczał Gergő Lovrencics.

Videoton Székesfehérvár – Balmazújvárosi FC 1:1 (0:1)

Druga z węgierskich drużyn rywalizujących w Lidze Europy także oszczędzała siły, stąd prowadzenie w inauguracyjnym spotkaniu objęli piłkarze z Balmazújváros, rozgrywający swoje pierwsze historyczne spotkanie w węgierskiej ekstraklasie. Już w 17. minucie piłkę w bramce Videotonu po świetnie przeprowadzonej akcji całego zespołu umieścił niechciany w Újpescie Nemanja Andrić, ale była to jedyna udana próba zagrożenia bramce Ádáma Kovácsika. Później inicjatywę przejęli zawodnicy Videotonu mogący jednak narzekać na rozregulowany celownik Danko Lazovicia, który co prawda w 50. minucie doprowadził do wyrównania, lecz wcześniej i później zmarnował kilka stuprocentowych sytuacji. Spotkania z wicemistrzem kraju nie muszą się jednak wstydzić piłkarze beniaminka z Balmazújváros, dlatego mogą spokojnie przygotowywać się do spotkania ze słabo dysponowanym Vasasem.

MM

Śledź węgierski futbol na Facebooku – Węgierski Futbol