O ordynacji wyborczej na Węgrzech

Niekiedy w polskiej debacie publicznej pojawia się nawiązanie do nowej ordynacji wyborczej na Węgrzech (przyjętej w 2011 roku), z reguły są to jednak lakoniczne nawiązania nie wyjaśniające odbiorcy w żaden sposób zasad ordynacji. Postaramy się przybliżyć Państwu węgierską ordynację parlamentarną w niniejszej publikacji.

Uchwalona 23 grudnia 2011 roku zmiana ordynacji głosami Fideszu jest krytykowana przez opozycję oraz zagranicznych publicystów, jako ułatwiająca partii Orbana utrzymanie władzy. Z tym zarzutem po części należy się zgodzić, bowiem nowa ordynacja premiuje zwycięzce procentowego wyborów, ułatwiając samodzielne rządzenie bez koalicjantów.

Węgry nadal utrzymały ordynację mieszaną (podział mandatów ramach JOW i ordynacji większościowej) jednak zmieniła jej zasady oraz zmniejszyła liczbę parlamentarzystów w Zgromadzeniu Narodowym (jednoizbowy parlament) do 199 posłów (z 386). W ramach jednomandatowych okręgów wybieranych jest 106 posłów co daje udział na poziomie 53% przy ogólnej liczbie wybieranych posłów (wcześniej było to 46%). Każdy biorący w wyborach Węgier oddaje dwa głosy: pierwszy na kandydata w ramach JOW; drugi zaś na ogólnokrajową listę z której wybieranych jest 93 parlamentarzystów. Głosy dzielone są tutaj już proporcjonalnie w oparciu o algorytm d’Hondta (taki sam jak wykorzystujemy w wyborach do Sejmu RP). Jest jednak jeszcze pewien niuans, niewykorzystane głosy w wyborze jednomandatowym wspomagają listę krajową. Jeżeli kandydat komitetu X wygrywając w swoim okręgu uzyska wynik np. o 5 tys. głosów lepszy od kontrkandydata o drugim najwyższym poparciu, to te 5 tys. głosów wspomoże listę krajową komitetu X.

W 2014 roku na koalicje Fidesz-KDNP głosowało 44,7% wyborców co dało liście 133 mandaty (prawie 67% wszystkich mandatów). Trzeci Jobbik mając poparcie na poziomie 20% uzyskał 23 mandaty (ok. 11%). Jest to zatem ordynacja promująca silne komitety, jednocześnie niekorzystna dla tych o mniejszym poparciu.

Ordynacja po staremu

W kilku zdaniach spójrzmy jeszcze na ordynację obowiązującą do 2010 roku. Wówczas do Zgromadzenia Narodowego wybierano 386 posłów, również w ramach systemu mieszanego. 176 mandatów, czyli jak wcześniej wyjaśniłem 46% ogółu wybierany był w ramach okręgów jednomandatowych. Co jednak warte odnotowanie, jeżeli żaden kandydat w pierwszym głosowaniu nie uzyskał przynajmniej 50% poparcia, to wszyscy kandydaci z poparciem przynajmniej 15% brali udział w II turze (z zastrzeżeniem, że maksymalnie do II tury wchodzi 3 kandydatów). Nowa ordynacja nie przewiduje II tury.

Pozostałe 152 mandatów przydzielane było w ramach ordynacji większościowej w ramach 19-tu okręgów (liczba mandatów zależna od liczby mieszkańców – w największym Budapeszcie rozdzielanych jest 28 mandatów) oraz listy krajowej. Przy podziale mandatów w okręgach stosowano mało popularną metodę matematyczną Hagenbacha-Bischoffam, która dopuszczała sytuację, że nie wszystkie mandaty w danym okręgu zostaną obsadzone. Żeby głosowanie w danym okręgu było ważne frekwencja musiała wynieść 50%. Pozostałe mandaty były dzielone już w ramach listy krajowej w ramach segmentu rekompensacyjnego, gdzie pod uwagę brane były głosy oddane w ramach jednomandatowych okręgów wyborczych oraz w głosowaniu proporcjonalnym w okręgach wielomandatowych, gdzie dana partia nie uzyskała mandatu. Podział w tym segmencie odbywał się w oparciu o metodę matematyczną Hare quota. Łatwo zauważyć, że była to znacznie bardziej skomplikowana ordynacja, której zapewne większość Węgrów i tak nie rozumiała.

W 2010 roku koalicja Fidesz-KDNP uzyskała poparcie na poziomie 52,73% co dało jej 263 mandaty (czyli 68% całości). Fidesz zdominował okręgu jednomandatowe, w których zgarnął 173 mandaty. Trzeci Jobbik z poparciem 16,67% uzyskał 47 mandatów co daje jakieś 12% (pomimo niższego poparcia niż 4 lata później, procentowy udział w mandatach okazał się minimalnie lepszy).

Ciekawostki

Członkowie obwodowych komisji wyborczych są zobowiązani przeliczyć głosy przynajmniej dwa razy. Następnie dane z protokołów są przekazywane telefonicznie do terenowej komisji wyborcze. Do terenowej komisji musi trafić później również protokół pisemny. Przy liczeniu głosów przez obwodową komisję mogą obecni być dziennikarze, czego już nie przewidują już np. polskie przepisy.

Obwodowa komisja liczy pięciu członków, z czego trzy reprezentują lokalny samorząd, pozostałe dwa to przedstawiciele partii politycznych. W Polsce mamy jednego przedstawiciela samorządu, zaś pozostali członkowie delegowani są przez komitety wyborcze.

Podsumowanie

Matematycznie można się zgodzić z tym, iż nowa ordynacja ułatwia sprawowanie samodzielnej władzy komitetowi dominującemu, przy tym zmniejsza przy podziale mandatów udział mniejszych partii. Z drugiej strony poprzednia ordynacja była znacznie bardziej skomplikowana. Stara ordynacja przewidywała również w wyborach parlamentarnych II turę, co patrząc z perspektywy polskiej może wydać się trudne do uwierzenia.

Łukasz Religa

Fot: Sándor Balázs