2. kolejka OTP Bank Ligi

Za nami już druga kolejka ligowych zmagań w sezonie 2017/2018. Najważniejszym wydarzeniem weekendu były oczywiście derby Budapesztu pomiędzy Újpestem i Ferencvárosem, które zakończyły się podziałem punktów. Działo się też jednak na innych stadionach, gdzie kibice nie mogli narzekać na brak emocji i bramek. 

Újpest Budapeszt – Ferencváros Budapeszt 2:2 (1:1)

Nieważne jakie miejsce w tabeli zajmują obie budapesztańskie drużyny – i tak derbowymi spotkaniami żyją całe Węgry. Niestety, w ostatnich sezonach pojedynkowi Újpestu z Ferencvárosem nie towarzyszy doskonała atmosfera na trybunach, bowiem od ponad dwóch lat przeciwko władzom swojego klubu protestują fani „Fradich”, a obecnie także ich przeciwnicy weszli w konflikt ze swoim belgijskim właścicielem. Na szczęście przynajmniej na boisku wszystko odbywa się jak za dawnych lat, stąd żaden z zawodników ani myśli o odstawieniu nogi, czy też przejściu obok meczu.

Wynik 221. derbowego pojedynku otworzyli gospodarze, a dokładniej Sama Novothny, który w 27. minucie strzałem głową nie dał szans bramkarzowi „Fradich” Denesowi Dibuszowi i mającemu najwyraźniej problemy z kryciem Bence Batikowi. Euforia gospodarzy nie trwała jednak długo, bo strata bramki wyraźnie rozjuszyła gości, a ich ataki przyniosły efekt dziewięć minut później, kiedy wyrównał Tamás Priskin. Wracający po dwóch latach na węgierskie boiska były już zawodnik Slovana Bratysława najpierw wyłożył piłkę urugwajskiemu pomocnikowi Fernandowi Gorriaránowi, a gdy ten trafił w poprzeczkę Priskinowi nie pozostało nic innego jak dobić jego strzał.

Gol Priskina wyraźnie dodał skrzydeł „Fradim”, ale nie potrafili oni wykorzystać kilku dogodnych okazji do objęcia prowadzenia. Niewykorzystane sytuacje oczywiście się mszczą i w 62. minucie po strzale Daniela Nagy’ego to właśnie gospodarze ponownie mogli cieszyć się ze zdobytej bramki. Warto podkreślić, że Nagy pokazał na czym polegają budapesztańskie derby, dlatego mimo, że był faulowany przed polem karnym podniósł się i pokonał Dibusza po odegraniu piłki przez Branko Pauljevicia. Remis dla „Fradich” uratował za to niezawodny w tym sezonie Roland Varga, który na minutę przed końcem regulaminowego czasu gry wykorzystał złe odbicie piłki przez bramkarza Újpestu, Filipa Pajovicia.

Trener gości podsumowując spotkanie zwrócił uwagę na wiele indywidualnych błędów swoich zawodników, ale priorytetem dla Thomasa Dolla są jednak dalsze wzmocnienia coraz częściej krytykowanej drużyny. Niemiecki szkoleniowiec Ferencvárosu chce sprowadzić jeszcze 2-3 graczy, ponieważ jego zdaniem drużyna zmagająca się obecnie z kontuzjami pięciu podstawowych piłkarzy nie ma odpowiedniej liczby zmienników. Serbski trener Újpestu Nebojša Vignjević skupił się za to na samym rezultacie, który okazał się dla niego sporym rozczarowaniem, choć wyraził dumę z samej gry swoich piłkarzy. Warto podkreślić, że szkoleniowcy dwóch odwiecznych rywali są najdłużej pracującymi trenerami w lidze – obaj zaczęli swoją przygodę trenerską z węgierską piłką przed czterema laty.

Mezőkövesd-Zsóry SE – Paksi FC 3:2 (0:0)

Jako pierwsi na boisko w drugiej kolejce OTP Bank Ligi wybiegli jednak piłkarze z Mezőkövesd i Paks. W pierwszej połowie nie zaskoczyli oni swoich kibiców i nie stworzyli porywającego widowiska, ale sytuacja zmieniła się po przerwie. W 57. minucie goście objęli prowadzenie po strzale nieupilnowanego przez obrońców Denesa Szakály’ego, a już trzy minuty później wynik podwyższył Bence Lenzsér. Kontaktowego gola w 66. minucie zdobył Lazar Veselinović, natomiast dziurawa tego dnia obrona gospodarzy miała szczęście, bo po niecałych dwóch minutach drugą żółtą kartkę zobaczył Tamás Kecskés. Jeden z najbrutalniejszych zawodników węgierskiej ekstraklasy spowodował, iż „Atomowi” już półtorej minuty po jego zejściu z boiska stracili bramkę po strzale głową niepilnowanego Rolanda Baracskaia, a w 77. minucie wynik na 3:2 ustalił czeski pomocnik Marek Střeštík, który wykorzystał rzut karny po bezsensownym zagraniu ręką doświadczonego Tamása Koltaia. Po gospodarzach widać wyraźnie, iż podnieśli się z kryzysu trapiącego ich w kwietniu i maju, ale nadal mają wiele do poprawienia w linii obronnej.

Honvéd Budapeszt – Diósgyőr Miszkolc 2:2 (0:1)

Gra obronna wydaje się być także największym zmartwieniem aktualnego mistrza Węgier. Honvéd bez problemu stwarza sobie sytuacje podbramkowe, ale defensywna wyraźnie szwankuje i w trakcie drugiego sobotniego meczu to Diósgyőr jako pierwszy mógł cieszyć się ze zdobytej bramki. W 42. minucie jedynym możliwym sposobem na zatrzymanie świetnie wyszkolonego technicznie Diego Veli było jego sfaulowanie, stąd już po chwili Hiszpan mógł cieszyć się z drugiego gola w tym sezonie. Honvéd nie dawał oczywiście za wygraną, a jego starania przyniosły w końcu efekt w 61. minucie, kiedy to siatki trafił aktualny król strzelców Marton Eppel. Trzynaście minut później przepięknym strzałem z rzutu wolnego w samo okienko podpisał się za to jego włoski partner z ataku, Davide Lanzafame. Kiedy kibice gospodarzy już cieszyli się ze zwycięstwa, uciszył ich ponownie Vela, który strzałem zza pola karnego pokonał Dávida Grofa.

Haladás Szombathely – Debreceni VSC 1:0 (1:0)

Po raz kolejny swoich fanów zawiodła drużyna z Debreczyna, która po dwóch kolejkach znajduje się na dnie tabeli z zerowym dorobkiem punktowym. Komentatorzy zgodnie twierdzą, że najlepsze czasy „Lokich”, kiedy grali oni w Lidze Mistrzów i zdobyli sześć mistrzowskich tytułów w dziewięć lat, na dobre odeszły w niepamięć i po raz kolejny klub będzie bronił się przed spadkiem z ligi. Samo rozegrane w Sopronie spotkanie z Haladás nie należało do porywających widowisk i równie dobrze mogło skończyć się w 3. minucie, kiedy wynik ustalił Australijczyk David Wiliams.

Balmazújvárosi FC – Vasas Budapeszt 0:1 (0:1)

Po raz pierwszy w historii pierwszoligowe zmagania mogli obserwować mieszkańcy niewielkiego Balmazújváros. Nie opuszczali oni jednak stadionu w świetnych nastrojach, bo po ubiegłotygodniowym remisie z Videotonem, tym razem ich piłkarze nie dali rady słabo dysponowanemu w pierwszej kolejce Vasasowi. Bramkę dla stołecznego klubu już w 5. minucie spotkania strzelił Mohamed Remili, który głową idealnie wykorzystał długie podanie od Benedeka Murka. Martwić może nieco fakt, iż historyczny mecz nie wzbudził wielkiego zainteresowania lokalnych mieszkańców, bowiem obiekt w Balmazújváros zapełnił się jedynie w połowie.

Puskás Akadémia – Videoton Székesfehérvár 1:3 (1:2)

Dużo więcej bramek zapewnili widzom zawodnicy Puskás Akadémii i Videotonu, których pojedynki od zawsze budzą sporo emocji. Trudno ukryć, iż Puskás Akadémia występowała wcześniej w drugiej lidze jako rezerwy „Vidich” i w dogodnym momencie przekształciła się w osobny klub, a do dzisiaj zespół grający na co dzień w Felcsút (Videoton na czas budowy swojego nowego stadionu korzysta z tego samego obiektu) może liczyć na wypożyczenia z Székesfehérváru. Tak czy inaczej tym razem nie było mowy o żadnej taryfie ulgowej i Videoton pewnie pokonał swoje dawne rezerwy choć to one w 3. minucie objęły prowadzenie po bramce Ulysse Dialo. Później jednak piłkę z siatki wyjmował już tylko były golkiper „Vidich” Branislav Danilović, który kapitulował po strzałach András Fejesa w 14., Danko Lazovicia w 27. i Marko Šćepovicia w 60. minucie spotkania.

MM

Śledź węgierski futbol na Facebooku – Węgierski Futbol